Czy po ślubie "wszystko się zmienia"?

Małżeństwo jest świadomą decyzją o codziennym zmaganiu się z wadami drugiej osoby. Jest to niepojęcie fascynująca relacja, bo jak bardzo trzeba kochać drugą osobę, jeśli chcemy ją widywać codziennie rano do końca naszych  dni, z jej czasem nietęgim wyrazem twarzy, z jej czasem niemrawym humorem, z jej czasem "świat jest beznadziejny". Bo kiedy człowiek się uśmiech jest nam łatwiej nawiązać relację, ale dopiero, gdy idzie coś nie tak nawiązywanie relacji jest wyczynem i ogromną miłością. Jest to relacja, z której nie można uciec, z której co więcej nie powinno się chcieć uciec (oczywiście są przypadki odbiegające od reguły, gdy ta relacja zaczyna robić się niebezpieczna, wówczas sama jestem zwolennikiem "ucieczki"). To jest takie niesamowite, że pomimo kłótni, niedogodzeń, odmiennych zdań nadal chce się z tą drugą osobą budować coś wspólnie.

małżeństwo jest boskie | miłość | para | małżonkowie


Czy po ślubie "wszystko się zmienia"?

Dwa tygodnie po Ślubie przeprowadziliśmy się na nieswoje 30m2.  Mięliśmy już prędzej okazje spędzać ze sobą 24h, ponieważ Kuba studiował w innym mieście, więc siłą rzeczy odwiedzając go było to nieuniknione, jednak nie oszukujmy się mieszkając sam na sam jest nieco inaczej. Krzywo ułożony dywanik w łazience, niepowycierany blat, źle wyciskana pasta z tubki, nieodpowiednio ułożone poduszki... sporo by tutaj wymieniać takich naszych odmiennych upodobań.

Czy jest sens wyliczać sobie rzeczy, 
którymi się różnimy? 
To co takiego więc nas łączy?


 Czy jest sens wyliczać sobie rzeczy, którymi się różnimy? To co takiego więc nas łączy? Miłość, miłość do siebie wzajemnie. To dzięki  niej każde z nas chce stawać się lepszym, każdego dnia, dla tej drugiej osoby. Nasza przygoda właściwie się rozpoczęła, wspólne mieszkanie, wspólne problemy, wspólne konto bankowe, za pewien czas wspólne dzieci, a potem wspólna starość, więc tak po ślubie wszystko się zmieniło, już nie ma mnie, Ciebie, teraz jesteśmy MY, razem. Poza jednym, jedna rzecz nie uległa zmianie,  kocham nadal tego samego mężczyznę, może odmienionego, może doroślejszego, odpowiedzialniejszego, ale tego samego.

Dla mnie zmieniło się jeszcze jedno -  zmieniłam nazwisko (haha). Tak jakbym urodziła się na nowo. Byłam ze swoim starym nazwiskiem mocno związana i nosiłam je przez 24 lata.


Będąc Żoną od miesiąca i 15 dni, każdego dnia uczę się mieć coraz więcej cierpliwości, choć ta nauka idzie mi opornie, ale staram się. Uczę się kochać męża coraz mocniej. To nie znaczy,że go nie kochałam wychodząc za niego, oczywiście,że tak nie było, kochałam go, nadal kocham, ale wiem,że mogę jeszcze bardziej.

Już zawsze, na zawsze, bo tutaj i wszędzie, w swojej życiowej "kartotece" będziemy mięli wpisane żona, mąż, Państwo Woźniak. 

Komentarze

Popularne posty